W kilku poprzednich wpisach była już nieśmiała wzmianka o tym, że jestem w Puszczy obecny dość regularnie. Także o tym, że robię tam swój własny projekt fotograficzny, który przewidziany jest na co najmniej trzy, może cztery lata. Mam nadzieję doprowadzić go do końca i zakończyć trwałą publikacją, która przez długie lata będzie świadczyła o wyjątkowości miejsca, jakim jest Puszcza Białowieska. Ze zrozumiałych względów nie wszystkie materiały fotograficzne i filmowe, jakie udaje mi się zdobyć, mogę umieszczać na blogu. Obiecuję jednak, że część fotografii i filmów znajdzie się tutaj również.

 

Tropienie i obserwacje

Nad projektem oficjalnie pracuję od kwietnia ubiegłego roku. Od tego momentu, dzięki uprzejmości Nadleśniczego Nadleśnictwa Browsk, Pana Roberta Miszczaka, mogę prowadzić działania polegające na rozstawianiu fotopułapek, sprzętu fotografującego, fotografować z zasiadki. Choć pierwsze przymiarki robiłem już wcześniej, to tak naprawdę od kwietnia 2018 roku zaczęła się prawdziwa praca. Na początku było to zbieranie informacji, tropienia, nasłuchiwania, analizy informacji zebranych z fotopułapek. Na podstawie danych z GPS mogę powiedzieć, że przeszedłem po Puszczy ok 1 500 km ze sprzętem na plecach. Dało to ogromną ilość obserwacji i wiedzy o miejscach bytowania zwierząt.  Ten etap trwa nadal i będzie trwał do końca projektu. Nigdy dość wiedzy o lesie i jego mieszkańcach. Każde wyjście owocuje jakąś nową obserwacją i jest przyczynkiem do lepszego rozumienia Puszczy.

Jak być blisko dzikiego modela?

Jednak nie tylko na tropieniu i zbieraniu informacji polega moja praca. Moim celem jest materiał fotograficzny i filmowy. W dodatku zdobyty w sposób jak najmniej ingerujący w środowisko, a jednocześnie możliwie z bliskiej odległości. Jak powiedział jeden z najsłynniejszych fotoreporterów, założyciel Agencji MAGNUM, Robert Capa: „Jeśli twoje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, nie jesteś wystarczająco blisko”. Chcę być blisko ze swoim aparatem. Niekoniecznie osobiście. W fotografii dzikiej przyrody, to raczej niemożliwe aby być wystarczająco blisko swojego modela. Tak jest przynajmniej w naszych, polskich warunkach. Przebywanie blisko dzikiego stworzenia jest to możliwe tylko tam, gdzie człowiek nie kojarzy się zwierzęciu z łowcą. U nas trzeba uciekać się do różnych sztuczek i dlatego do fotografii wykorzystuję cały wachlarz technik fotograficznych. Poza tradycyjnym fotografowaniem, za pomocą obiektywów długoogniskowych, z ukrycia, tzw. czatowni, wykorzystuję też aparaty sterowane czujnikiem ruchu. Choć na rynku jest coraz więcej rozwiązań do tego rodzaju fotografii, to jednak większość elementów wykonuję sam, zmagając się przy tym z niespodziankami, które spotykają mnie w terenie. Zdarzyło mi się już utopić czujnik ruchu w rzece. Kilka razy sam wylądowałem w wodzie. Raz nawet udało się to zarejestrować 😉

_DSC1370

Wiele ujęć straciłem przez zaparowany filtr UV, który znajduje się przed obiektywem. Powoli rozwiązuję wszystkie problemy techniczne. Teraz już spokojnie mogę zostawić sprzęt w terenie na długi czas nawet zimą, będąc pewnym, że nie stracę ujęć z powodu braku zasilania. Co by nie powiedzieć, choć ten rodzaj fotografii wymaga ogromnei ilości czasu i zaangażowania,  nie jest to dzisiaj trudna technika fotografowania dzikich zwierząt. Rewolucja cyfrowa także na tej dziedzinie odcisnęła swoje piętno. Niezmiennie jednak, zawsze gdy idę sprawdzić swoje aparaty i otwieram wodoszczelną skrzynkę, w której są umieszczone, czuję się jak małe dziecko otwierające prezent, ciekawe co też jest w środku.

Zdalne wyzwalanie aparatu, odrobina historii

Korzenie tej techniki  sięgają bardzo daleko w przeszłość. Jednym z pierwszych fotografów, który stosował zdalnie wyzwalane aparaty do fotografowania dzikich zwierząt był George Shiras, fotograf National Geographic. To między innymi na jego zdjęciach wyrosła potęga tego magazynu. Jego „Midnight Series” powstała przed rokiem 1900 i w tymże roku zdobyła złoty medal na wystawie w Paryżu. W kolejnych latach publikował w National Geographic a jego zdjęcia do dzisiaj zachwycają. W internecie można znaleźć wiele materiałów dotyczących pioniera tego rodzaju fotografii. Dla zainteresowanych zamieszczam link:

https://www.nationalgeographic.com/photography/proof/2015/11/20/meet-grandfather-flash-the-pioneer-of-wildlife-photography/

 

IMG_6261

Dzisiaj sprzęt jest mniejszy i bardziej niezawodny. W porównaniu do mechanicznych pułapek Shiras-a, wielkich apratów na płyty szklane i niebezpiecznych lamp na magnezję, to przepaść technologiczna. Oczywiście zdarzają się awarie. Są nie do uniknięcia. Mam także świadomość, że nowe ujęcia, które rodzą się w głowie, będą wiązały się z kolejnymi wyzwaniami natury technicznej. Jednak już dzisiaj, po ponad roku pracy mogę podzielić się doświadczeniem z tymi, którzy chcieli by spróbować swoich sił w tego rodzaju fotografii. Dzielę się także z Wami kilkoma fotografiami wykonanymi w Puszczy za pomocą aparatów z czujnikiem ruchu.

borsuk_DSC2055

borsuk_DSC3795

_DSC1135_DSC2610_DSC3623_DSC2445

Przyrodnicza Jesień 2021

Przyrodnicza jesień to przede wszystkim okres godowy ssaków kopytnych i oczywiście migracje ptaków. Poczynając od sierpnia, swój okres godowy mają sarny, żubry, łosie i jelenie. Na południe migruje z północy niezliczona ilość gatunków ptaków. W Polsce najbardziej spektakularne jesienne widowiska to rykowisko jeleni, zlotowiska żurawi i przelot gęsi. Na wszystkie te wydarzenia przyrodniczo-fotograficzno-ornitologiczny światek czeka cały rok. Podobnie czekam ja. W tym roku był plan filmowania tych wydarzeń. Czekałem i przygotowywałem się do niego długo. Poczynione też zostały odpowiednie inwestycje w sprzęt. Ten czas już za nami. Rykowisko się skończyło, żurawie powoli zbierają się do odlotu. Jeszcze tylko gęsi pozostaną z nami trochę dłużej i to też bardziej na zachodzie kraju. Oto co zanotowałem w trakcie tych jesiennych wypraw:

RYKOWISKO

*“Piszę te słowa siedząc w czatowni, czekając na rykowisko. Czekam tak siódmy dzień. Od tygodnia jestem w Puszczy Białowieskiej, starając się sfilmować ten przecudnej urody spektakl. Niestety, pogoda zdecydowanie nie sprzyja. Najpierw zrobiło się ciepło, czego jelenie nie lubią. A właściwie nie lubią tego łanie, bo to one wchodząc w ruję sterują intensywnością rykowiska. Wysoka temperatura powietrza daje im sygnał, że to jeszcze nie czas. Potem przez trzy dni padało niemal bez przerwy. Teraz jest pełne zachmurzenie i dość silny wiatr. I mimo tego, że jest dosyć chłodno, jest 20 września i pełnia księżyca, to rykowisko nie ma dużej intensywności.”*

Rykowisko oczywiście się odbyło i wszystko jest tak jak co roku od wieków. Łanie zostały pokryte i w przyszłym roku na wiosnę, wtedy gdy jest najwięcej pokarmu, na świat przyjdzie kolejne pokolenie jeleni. Po prostu, toczyło się ono w takim czasie, że nie zawsze było dane nam ludziom je oserwować. Mimo to nagrałem kilka ciekawych filmów, a jeden z nich możecie zobaczyć tutaj:

ŻURAWIE

*“Jestem w znanych mi miejscach nocowania żurawi. Przyjechałem dość wcześnie aby móc zaobserwować gdzie lądują. Byłem już w okolicy dwa tygodnie temu, podczas poprzedniego pobytu w Puszczy Białowieskiej. Odkryłam wtedy piękne, bardzo fotogeniczne noclegowisko. Niestety dzisiaj jest ono niedostępne z powodu stanu wyjątkowego. Szukam w innych miejscach. I oczywiście żurawie są, i to w dużych ilościach. Tak jak w ubiegłym roku, wieczorami zlatuje się ich setki, jeśli nie tysiące. Ich klangor rozbrzmiewa w okolicy. Jest tylko jedna różnica. Z powodu wysokiego stanu wody, miejsca gdzie lądują są mało fotogeniczne. Bardzo oddalone, trudno dostępne i zarośnięte trzciną. Druga zmiana w stosunku do ubiegłego roku, a pewnie spowodowana słotną, deszczową pogodą jest to, że na noclegowiska żurawie przylatują stosunkowo późno. Czas filmowania wieczorem jest bardzo krótki. Trzeba pozostać na noc aby móc filmować i fotografować o świcie. Nie wiem czy znajdę czas aby mocniej przypiąć się do tematu.”*

Byłem na noclegowisku jeszcze tylko raz. Choć żurawie przyleciały, to nie udało się zrobić nic wartego pokazania. Tak to jest w tej robocie, że na kolejną okazję trzeba zaczekać do kolejnego roku. Na szczęście w przyrodzie w każdej chwili dzieje się tyle, że na pewno nie będę się nudził czekając 😉

OBSERWACJE

Przebywając w lesie średni 10 – 12 godzin na dobę, niejednokrotnie można zaobserwować coś na co nie było się nastawionym. Tak było i tym razem. W ciągu całego pobytu trafiło się kilka ciekawych obserwacji. Był lis polujący z sukcesem na tle żubrów

polujacy_lis

Było oczywiście kilka obserwacji żubrów. Ale to nie były niespodzianki. Wiem gdzie chodzą i często je spotykam. Najmniej spodziewane były spotkania z puszczykami. Miałem ich tym razem kilka. Wszystkie po zmroku i bez dokumentacji. Jedno z nich było naprawdę fascynujące. Wracając z rykowiska i przebijając się w kompletnej ciemności przez świerkowy las, po tym jak udało mi się nagrać film, który możecie zobaczyć powyżej, nagle, tuż nad głową przeleciał mi bezszelestnie puszczyk. Usiadł dosłownie 3 metry ode mnie na wysokości mojego wzroku. Stanąłem jak wryty. Na plecach poza sprzętem filmowym i dźwiękowym dźwigałem czatownię. Mimo to starałem się nie poruszać aby nie spłoszyć ptaka. On zdawał się nie stresować moją obecnością. Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka minut. W świetle czołówki wyglądał pięknie. Po dłuższej chwili, tak samo jak bezszelestnie przyleciał, bezszelestnie odleciał. To było niesamowite widzieć machające sporych rozmiarów skrzydła, których jak na niemym filmie, kompletnie nie słychać! Zawsze fascynowała mnie ta cecha budowy sowich piór.

Poza puszczykami dość często spotykałem odzywające się jarząbki. W sumie to nie było dziwne. Jesienią te ptaki tokują powtórnie, choć tym razem nie na z tego jaj, a później piskląt. Są tylko zacieśnione więzy partnerskie. Co ciekawe partnerzy spędzą zimę oddzielnie. I dopiero na wiosnę zejdą się i bez zbędnych ceregieli założą rodzinę.

Przewodnik po Puszczy…

Wreszcie się udało. Od niedawna jestem licencjonowanym przewodnikiem po Białowieskim Parku Narodowym. Trochę to trwało. Najpierw pandemia wydłużyła znacznie kurs przygotowawczy. Potem różne obostrzenia, także związane z reżimem sanitarnym, odsuwały w czasie egzamin. Kiedy wreszcie je zniesiono, udało się zdać dwuetapowy egzamin. Odbyć wymagane praktyki i wreszcie otrzymać legitymację licencjonowanego przewodnika po BPN.

Jest to świadoma decyzja. Dwa lata wcześniej ukończyłem organizowany przez BPN kurs edukatora. Zdobycie licencji przewodnika było naturalną konsekwencją. Zawsze przyświecała mi myśl, że nie chcę tylko brać z przyrody. Jako fotograf i filmowiec, często wkraczam w świat przyrody i choć tego nie chcę i jest to efekt uboczny, czasami zdarza mi się zakłócić jej mir. Choć zawsze staram się postępować etycznie, bo to ja jestem gościem w świecie zwierząt, nie zawsze udaje się być przez nie nie zauważonym. A to my, ludzie, jesteśmy niestety największym czynnikiem stresu u zwierząt. Smutne to, ale prawdziwe. Niestety swoją postawą zasłużyliśmy przez tysiąclecia na takie postrzeganie przez świat przyrody. Dlatego postanowiłem przyczynić się do wzrostu świadomości przyrodniczej gości, którzy odwiedzają miejsce, w którym najczęściej działam, Puszczę Białowieską. Także swoją działalność fotograficzną i filmową dedykuję ochronie przyrody i edukacji. Dlatego bardzo chętnie, jeśli tylko będzie to możliwe, pokażę czytelnikom tego bloga Rezerwat Ścisły Białowieskiego Parku Narodowego, a także inne ciekawe miejsca w tym wyjątkowym, jedynym zachowanym w Europie naturalnym lesie nizinnym.

W sprawie wyjść do Rezerwatu Ścisłego BPN, a także w każdej innej proszę o kontakt : jarek@bramadopuszczy.pl.


Leśny kurak

Tak jak ryś, ze względu na swój skryty tryb życia, często określany jest Duchem Puszczy, tak Jarząbka nazywa się jej duszkiem. I nie bez powodu. Choć w Puszczy jest ich o wiele, wiele więcej niż rysi, szacuje się, że jest ich tu około 1000 par, to jednak spotkanie oko w oko, należy do rzadkości. A to z kilku powodów. Podobnie jak rysie prowadzą bardzo skryty tryb życia. Środowisko ich życia to trudno dostępne bory i lasy mieszane, z bogatym podszytem i gęstym runem. Można je też spotkać w iglastych młodnikach i po-kornikowych zwałowiskach, w których świetnie sprawdza się ich maskujące ubarwienie. To wszystko sprawia, że zobaczenie tego najmniejszego z leśnych kuraków należy do rzadkości. Trochę częściej można jarząbka usłyszeć. Na wiosnę i jesienią jego charakterystyczny gwizd roznosi się w wielu miejscach w Puszczy. Są to ptaki ściśle terytorialne, aktywnie broniące swojego terytorium.

W plątaninie gałęzi bardzo trudno dostrzec Jarząbka.

Czasem też, można usłyszeć w lesie charakterystyczny furkot ich skrzydeł, kiedy spłoszone podrywają się z ziemi, aby przysiąść gdzieś wysoko na niedostępnej gałęzi. Bo trzeba wiedzieć, że jarząbki są bardzo pewne swojego maskowania i często widząc intruza, dużo wcześniej niż my jesteśmy w stanie je zobaczyć, obserwują i oczekują do ostatniej chwili z odlotem, który przecież zdradza ich obecność.

Zachowania

Tak jak pisałem wcześniej, jarząbek jest ptakiem terytorialnym, nie odlatującym na zimę, który w okresie lęgowym wije gniazdo wprost na ziemi pod okapem z gałęzi lub pod osłoną krzaków i korzeni. Niewiele wiadomo o życiu rodzinnym jarząbków. Jedno jest pewne. Są to najbardziej wierne ptaki w rodzinie kuraków. Pary łączą się już jesienią w trakcie tzw. toków pozornych. Po zawiązaniu stadła, kogut swój przyszły teren lęgowy zaznacza donośnym gwizdem i przelatywaniem z furkotem z miejsca na miejsce. Po tym okresie samiec i samica rozdzielają się na okres zimy, aby na wiosnę przystąpić do wspólnych toków, których konsekwencją jest zazwyczaj 8 do 14 jasnobrązowych, nakrapianych jaj. Jaja wysiaduje tylko samica. Okres wysiadywania to zazwyczaj 21-25 dni. W tym czasie samiec przebywa w pobliżu gniazda, dołączając do rodziny zaraz po wykluciu młodych. Jarząbki są tzw. zagniazdownikami, a to oznacza, że młode opuszczają gniazdo natychmiast po wykluciu. Młode już w wieku 15 – 20 dni zaczynają podlatywać. W tym czasie opiekują się nimi oboje rodzice. Pełną dojrzałość Jarząbki uzyskują w wieku ok 40 dni. Po okresie wychowu młodych, wczesną jesienią, dorosłe ptaki żyją już oddzielnie. Ze względu na utratę siedlisk Jarząbek należy do ptaków silnie zagrożonych. Mimo to w Polsce nie zniknął z listy ptaków łownych i nadal się na niego poluje.

Ptak przechodził albo przelatywał z furkotem z miejsca na miejsce.

Spotkanie

Może to kwestia ilości czasu, jaką w początku tego roku, ze względu na korona wirusa, spędziłem w lesie, a może po prostu szczęście. Faktem jest, że do swojej listy siedlisk i miejsc gdzie spotkałem lub słyszałem Jarząbki, dopisałem kilkanaście kolejnych miejsc. Czasami było to spotkanie oko w oko, czasami tylko słyszane donośne gwizdy. Jedno z tych spotkań było wyjątkowe dlatego, że udało się je uwiecznić. Choć w trudnym po-kornikowym zwałowisko, to jednak było to najlepsze spotkanie w tym roku zakończone serią zdjęć. Samica Jarząbka siedziała skryta pod jednym ze zwalonych, świerkowych konarów. W tym czasie samiec to przebiegał, to przelatywał z miejsca na miejsce, głośno zaznaczając swoją obecność donośnym gwizdaniem. Z tego właśnie spotkania są prezentowane we wpisie zdjęcia. Mam nadzieję, że opis i zdjęcia przybliżą Wam tego niezwykłego, tajemniczego ptaka. Mieszkańca leśnych ostępów, którego powinniśmy otoczyć należytą opieką, aby nie zniknął z Puszczy tak jak Głuszce i Cietrzewie.Co o tym myślicie?
Napiszcie w komentarzu lub wiadomości.

To nie tak miało być, nie tak miał wyglądać ten rok. Zima i wczesna wiosna miała stać pod znakiem podróży. Dalekich podróży. Zamiast tego, po raz kolejny przekonuję się o prawdziwości słów, które w jednym ze swoich filmów wypowiedział Woody Allen: “Chcesz rozbawić Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach”.
Zamiast dalekich podróży, ponad miesiąc spędziłem w Puszczy. Nie, nie narzekam. W czasie gdy większość ludzi z przerażeniem obserwowała rozwój epidemii korona wirusa w swoim otoczeniu, ja bezpiecznie siedziałem odizolowany w miejscu, które kocham, robiąc to co kocham. Poznając coraz lepiej i fotografując Puszczę. Tylko na moment byłem zmuszony opuścić to miejsce. Dzisiaj znowu jestem w Puszczy. Siedzę na tarasie pisząc te słowa, ciesząc się jak dziecko z padającego deszczu, rozkoszując się dźwiękami i zapachami. A padający dzisiaj deszcz jest naprawdę zbawienny. Właściwie od 2015 roku w Puszczy, podobnie jak w całej Polsce, ciągle zauważalnie ubywa wody. Ale susza, którą przyniósł ubiegły i ten rok jest naprawdę dotkliwa. Niemal całkowity brak pokrywy śnieżnej zimą, wczesnowiosenne, pozbawione opadów mroźne poranki, pozbawiły las resztek wilgoci. Trudno dziś znaleźć w Puszczy ols zalany wodą, co przecież o tej porze roku powinno być normą, a co dopiero znaleźć wodę w borach czy małych oczkach wodnych w lasach grądowych, z których do tej pory korzystały zwierzęta. Dzisiaj pada dawno nie widziany, “krajowy” deszczyk i oby tak padał jak najdłużej.
Dla mnie ten długi pobyt w Puszczy był bardzo owocny. Niemal codzienne spotkania z żubrami, jeleniami, sarnami. Trzy spotkania z wilkami i jedno spotkanie z młodym rysiem. Żurawie, sowy, jarząbki, ptaki wodne. Puszcza i jej okolice darzyły szczodrze, choć nie powiem aby większość tych spotkań nie wymagała wysiłku, pomysłowości i cierpliwości. Właściwie tylko spotkania z drapieżnikami są loterią i niespodzianką. Tylko jedno spotkanie z wilkiem było oczekiwane i wyczekane. Niestety, tak jak pozostałe nie było “fotograficzne”. Jak to często bywa w lesie zabrakło trochę szczęścia aby zwierzę wyszło w takim miejscu gdzie gąszcz gałęzi i zwalonych drzew nie będzie przeszkadzał w zrobieniu ciekawej pod względem estetycznym i informacyjnym fotografii. Największą niespodzianką było jednak spotkanie z młodym rysiem. Było już dobrze po zmroku, kiedy jadąc drogą “Narewkowską” zauważyłem młodego rysia spacerującego jej środkiem. Zawsze jeżdżę tą drogą bardzo wolno. Mam świadomość, że to głęboki las i wszystko może się zdarzyć, czego przykładem było właśnie to spotkanie. Byłem przekonany, że ryś zaraz zejdzie z drogi i zniknie w mroku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy młodziak nie tylko pozwolił podjechać do siebie dość blisko, ale schodząc z drogi, nie zaszył się wcale w głębi lasu, tylko przysiadł przy jednym z drzwi na skraju drogi i zaczął się oblizywać. Patrzyliśmy tak na siebie przez dobrych kilka minut, po czym nie chcąc go stresować, powoli odjechałem. Jedyny sprzęt rejestrujący jaki miałem ze sobą tego dnia to telefon i noktowizor z możliwością nagrywania. Zamieszczam filmiki z tych urządzeń, choć wiem, że jakość pozostawia wiele do życzenia.

Bardzo, bardzo jest mi żal, że mam tak mało czasu na publikowanie treści na tym blogu. Mam rozpoczęte kilkanaście tematów i z powodu ogromu zajęć w tym roku, jest mi ciężko doprowadzić do publikacji. Ale tym razem chcę się podzielić składanką z 30 sekundowych ujęć z fotopułapki umieszczonej w Nadleśnictwie Browsk. Miłego oglądania!

Puszcza to siedlisko i miejsce do życia dla tysięcy gatunków stworzeń. Roślin, grzybów, owadów, gadów i płazów, ptaków i wreszcie ssaków. Przez tysiące lat jej istnienia, różne gatunki pojawiały się i znikały z jej powierzchni. Wiązało się to ze zmianami klimatu, zmianami w środowisku i zasięgu występowania gatunków, jak również z działalnością człowieka. O tym, że w Puszczy żyły niegdyś niedźwiedzie wie każdy, kto choć trochę interesuje się przyrodą czy historią. Ale o tym, że były tu także rosomaki, wie już niewielu. Nie każdy też wie, że były okresy w historii Puszczy iż na jej terenie żyły daniele sprowadzone z Azji, a nie było w niej jeleni!
Dzisiaj na powrót niedźwiedzia nie ma co liczyć. Zresztą było by to zbyt niebezpieczne. Puszcza jest za bardzo pofragmentowana i mocno penetrowana przez człowieka. Konflikty były by nie uniknione. Rosomak także trzyma się chłodniejszych klimatów lasów borealnych i raczej do Puszczy nie wróci. Ale jest jeden gatunek, który występował w Puszczy, okresowo nawet bardzo licznie, a dzisiaj jest nieobecny. Dla mnie właśnie on jest Wielkim Nieobecnym Puszczy Białowieskiej. To Głuszec Zwyczjny (Tetrao urogallus).  Być może z rzadka widuje się je w niektórych rejonach Puszczy, jednak są to osobniki zalatujące z białoruskiej części Puszczy Białowieskiej. Można powiedzieć, że głuszca w polskiej części Puszczy Białowieskiej nie ma.

Głuszce in Krasny Bor 20180412.

Wachlarzowaty ogon składa sie z 16-20 sterówek…

Do tematu głuszców wracam systematycznie i z różnym skutkiem. Choć wiem, że ptak ten występuje w innych polskich lasach to nie szukam go tutaj. Słabość populacji jest tak znaczna, że każda, nawet najmniejsza ingerencja w ich środowisko, może zakłócić tokowisko. Głuszce obserwować i fotografować jeżdżę na Białoruś. Tam populacja jest jeszcze na tyle silna, że nie ma zagrożenia iż obecność fotografa może zaszkodzić ptakom. Co więcej, nasza tam obecność w ubiegłym roku i deklaracja, że chcemy przyjeżdżać w latach kolejnych, opublikowanie artykułu na ten temat, spowodowało, że podjęto decyzję o nie strzelaniu do głuszców w tym rejonie. Normalnie co roku odstrzeliwano około czterdziestu osobników.

Głuszce in Krasny Bor 20180413.

Samiec ma głowę okrytą okrytą szaroczarnymi piórami…

Głuszec to ptak z rzędu grzebiących i rodziny kurowatych. Jego główne środowisko to stare lasy mieszane i iglaste z dużą ilością sosny. Jego ostoje to lasy z bogatym runem i jagodziskami. Niezbędnym elementem środowiska głuszców są także miejsca zasobne w piasek i żwir, który ptaki wykorzystują jako gastrolity niezbędne w prawidłowym trawieniu pokarmu. Jest to gatunek osiadły. Samiec może osiągać sto centymetrów długości, a rozpiętość jego skrzydeł sięga sto czterdzieści centymetrów. Dorodne osobniki osiągają 6 kg wagi. Samice są o jedną trzecią mniejsze. Różnią się też upierzeniem i sylwetką. Najlepiej gdy zacytuję opis wyglądu samca i samicy zawarty w „Sadze Puszczy Białowieskiej” Simony Kossak:
„ Samiec ma głowę okrytą okrytą szaroczarnymi piórami o zielonometalicznym połysku, biało żółty, duży, haczykowato zagięty dziób, pod którym zwiesza się czarna broda utworzona z sześciocentymetrowych sztywnych piór. Oczy, w soczewkowatej oprawie, otoczone są półksiężycem pąsowej brodawkowatej skóry. Cały grzbiet i skrzydła są  wierzchu ciemne, rdzawobrunatne, nakrapiane białawymi punktami, pierś i część szyi jest ubarwiona podobnie jak głowa. Na skrzydłach, tuż przy barkach widnieje biała trójkątna plama. Wachlarzowaty ogon składa sie z 16-20 sterówek, czarnych z białą obwódką na końcach. Głuszec ma krótkie, silne nogi, gęsto obrosłe piórkami aż po szare palce. Na jesieni po bokach palców wyrastają grzebieniaste wyrostki rogowe pomocne w utrzymywaniu się ptaków na powierzchni śniegu i na gładkich, oblodzonych gałęziach. Czarne pazury, jak u wszystkich ptaków grzebiących w ziemi, są duże, mocno wysklepione, od spodu wydrążone.

Głuszyca ma ubarwienie wybitnie ochronne, dzięki czemu, przyczajona na gnieździe lub wodząca pisklęta, całkowicie zlewa się z otoczeniem. Jej pozbawione metalicznego połysku pióra są brunatnordzawe z poprzecznymi pręgami, zygzaczkami i plamkami o zmieszanych barwach: szarej, płowej, rudawej i białej. Na piersi ma dużą rdzawobrunatną plamę.”

 

Ten niezwykle obrazowy opis wyglądu głuszców możemy porównać ze zrobionymi na tokowisku fotografiami. Ale prawdziwa magia zaczyna się wtedy, kiedy po wczesnokwietniowej nocy spędzonej w leśnej czatowni, już o brzasku zaczynają docierać do uszu obserwatora pierwsze dźwięki z tokowiska. Ich głos nie jest donośny. Człowiek jest w stanie usłyszeć tokującego głuszca z odległości około stu metrów. Jeszcze niewiele widać a już słychać tzw. klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie.

Gluszce in Krasny_Bor 20190410.

Na początku toki odbywają się na drzewach.

 

O tym, że w trakcie „szlifowania” koguty są ślepe, głuche i o tym, że to właśnie ten moment jest wykorzystywany przez myśliwych do ich zabijania, pisał nie będę, bo mnie obrzydzenie bierze na myśl o ludziach, który zabijają te piękne stworzenia w czasie gdy próbują przedłużyć istnienie swojego gatunku, dla truchła zwanego trofeum. Napiszę o tym, że spektakl ten jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Głuszec stroszy swoje pióra, wyciąga szyję, unosząc głowę. Z dzioba w chłodzie poranka wydobywa się widoczna w pierwszych promieniach słońca para wodna. Ogon jest rozłożony w wachlarz a skrzydła opuszczone. Zazwyczaj tokowisko zaczyna się na drzewach a potem, koguty zlatują na ziemię, gdzie kontynuują widowisko, przemieszczając się z miejsca na miejsce i z furkotem podskakując w górę. Czasami dochodzi też do krótkich utarczek pomiędzy rywalami. Wygląda to jak by samce okładały się po głowach skrzydłami.

Gdy słońce wzejdzie na dobre, wszystko cichnie a ptaki rozlatują się na żerowiska. Około godziny dziesiątej można bezpiecznie wyjść z czatowni aby odpocząć i wrócić do niej o godzinie osiemnastej, tak aby ukryć się w niej przed czasem gdy ptaki wracają z żerowisk na tokowisko, gdzie nocują na gałęziach.
Moim wielkim marzeniem i pragnieniem jest to aby te wspaniałe, majestatyczne ptaki wróciły do Puszczy Białowieskiej gdzie ich miejsce. Gdzie w czasach carskich podobno w całej Puszczy bytowało ponad 1500 samców głuszca. Jest w Puszczy wiele obszarów, gdzie w spokoju mogły by bytować. Mam nadzieję, że kiedyś się to wydarzy. Może nawet uda się nakłonić odpowiedzialne instytucje aby podjęły trud reintrodukcji głuszca w Puszczy.

Na blogu firmy PRYZMAP, która jest odpowiedzialna między innymi za mapę siedlisk i występowania gatunków Puszczy Białowieskiej ukazał się tekst o mojej pracy i wtyczce do programu Qgis, jaką wspólnie zrobiliśmy. Wtyczka ułatwia pracę w zakresie katalogowania i zbierania danych przestrzennych z obserwacji i fotopułapek. Zapraszam do lektury, a zainteresowanych do korzystania. Wtyczka Wildlife jest udostępniona bezpłatnie w repozytorium Qgis.

WILDLIFE w Puszczy Białowieskiej

Zacząłem publikować na blogu dopiero dwa tygodnie temu. Dlatego, choć mamy już wiosnę w rozkwicie, pozwalam sobie na zimowe wspomnienia z Puszczy. Właściwie cała historia sięga maja ubiegłego roku. To wtedy zobaczyłem w lesie rysia po raz pierwszy. Prawdę powiedziawszy, tego dnia widziałem dwa różne osobniki. Jednego rano, drugiego wieczorem. Było to tak niesamowite wydarzenie, że mnie bardzo poruszyło. Do tej pory uważałem, że spotkanie rysia jest niemal nie możliwe dla kogoś, kto nie mieszka w Puszczy i przebywa tu tylko w bardzo ograniczonym czasie. Z rozmów z ludźmi wiem, że nawet dla tych, którzy są w Puszczy codziennie, spotkanie rysia to rzadkość. Jeden ryś to wydarzenie. Spotkanie dwóch rysi w jednym dniu to jak 6 w totolotka. To właśnie wtedy postanowiłem, że będę tropił te duże drapieżniki w Puszczy Białowieskiej.

animals_of_bialowieza in bialowieza_forest 20170501.

Pierwszy spotkany ryś

Ślady obecności wilków

Śladów obecności wilków szukam w Puszczy już od przynajmniej dwóch lat. I właściwie z wilkami to jest sprawa dość prosta. Można je tropić właściwie o każdej porze roku. Jeśli nie widać śladów łap to często można znaleźć odchody pozostawione na granicach terytorium. Wilki, znakując swoje terytorium, pozostawiają także ślady drapań na śniegu bądź na ściółce leśnej. Zdażyło mi się też znaleźć szczątki ofiar wilków.

Ślady obecności rysia

Ze śladami obecności rysia jest inaczej. To bardzo skryte zwierzę, zwane przez niektórych duchem lasu. Stara się ono ukryć ślady swojej obecności. Przytoczę tu słowa Dr. Roberta Mysłajka, który w jednej z audycji radiowych powiedział, że odchodów wilków znajduje w ciągu roku ponad tysiąc. W tym samym czasie odchodów rysia znajduje kilka. Ryś z regóły zakopuje swoje odchody. Jako że, upolowana przez rysia zdobycz wystarcza mu na kilka dni, stara się on także zamaskować swoje ofiary przed innymi drapieżnikami, tworząc tzw. „kopce rysia”. Aby myśleć o tropieniu tego drapieżnika musiałem poczekać do zimy.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że miałem udany sezon. Choć nie było łatwo. Długo trzeba było czekać na pokrywę śnieżną w Puszczy Bialowieskiej. A kiedy wreszcie się pojawiła, to ja nie mogłem wyjechać do Puszczy. Kiedy wreszcie udało się zgrać wszystkie elemnty, to długo moje tropienia nie przynosiły efektu. Nie miałem po prostu szczęścia trafić na tropy. Wreszcie, pewnego ranka wyszedłem z kwatery licząc już tylko na łut szczęścia. Co prawda w nocy spadło kilka centymetrów świeżego śniegu ale we mnie już nadzieja już mocno przygasła. Był to ostatni dzień mojego pobytu w Puszczy w tym okresie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po przejściu ok. 400 metrów, na drodze, zobaczyłem na śniegu ślady rysia! Do tego ryś zmierzał w kierunku, z którego przyszedłem. Postanowiłem iść za śladami kota. Po przejściu ok 150 metrów drogą, zwierzę skręciło w las. Poszedłem za nim. Po około 500 metrach ryś wszedł na wydeptaną przez jelenie ścieżkę. Tu tropienie było utrudnione, ale co jakiś czas widziałem ślady kota. Po następnych kilkuset metrach jelenie się rozbiegły a ja już nie znalazłem więcej śladów rysia. Zawiedziony ruszyłem w górę tropu. Przeszedłem w sumie około trzech kilometrów i ślad zgubiłem dokładnie w ten sam sposób jak za pierwszym razem, na ścieżce jeleni. Po drodze znalazłem kilka miejsc, gdzie ryś znakował swój teren.

Nie wiem czy ten osobnik jeszcze pojawi się w okolicy, ale będąc w Puszczy pojawiam się tam z nadzieją na spotkanie.

Wczesną wiosną, już w czasie roztopów miałem szczęście znaleźć jeszcze jedne ślady bytowania rysia. Znalazłem tropy przy składowisku drewna. Co więcej znalazłem też odchody, które dostarczyłem do badań genetycznych Dr. Robertowi Mysłajkowi.

IMG_3556

Miejsce znakowania przy składowisku drewna

IMG_3558

Bardzo rzadkie znalezisko. Świeże odchody rysia

Z tym kotem minęliśmy się naprawdę o chwilę. Odchody były bardzo świeże. Nie wiem czy w tym roku będę miał szczęście spotkać rysia oko w oko. Wiem, że będę się starał 🙂

Wilki

O wilkach można bez końca

O wilkach można bez końca. Można mówić i pisać o prześladowaniach wilków, które trwają od wieków właściwie na całym świecie. O tym że całkowicie zniknęły z zachodniej Europy. O tym, że prawie wyginęły w naszym kraju. Można mówić i pisać o tym, że pomimo tych niewyobrażalnych prześladowań, przetrwały. Można też pisać o ich niebywałej inteligencji i sile, która sprawia, że pomimo ciężkiego losu jaki temu gatunkowi zafundował człowiek, one nadal trwają i spełniają bardzo ważną rolę w ekosystemie. Obecnie gdy ludzka świadomość choć po części się zmieniła, wilki powoli wracają na terytoria, na których żyły w przeszłości.

Ja sam mogę pisać o swoich spotkaniach z wilkami. O tym, że ponad rok temu, dokładnie 8 stycznia 2017 roku, spotkałem swojego pierwszego w życiu wilka. W ubiegłym roku tych spotkań było osiem. Wszystkie, poza jednym, w Puszczy Białowieskiej. Mogę opisać i pewnie to kiedyś zrobię, spotkanie zabawne i spotkanie smutne. Tak, mogę, ale dzisiaj chcę opisać jedno szczególne spotkanie. Szczególne, bo spojrzałem wilkowi w oczy. Byliśmy od siebie w odległości kilkunastu metrów i nasze spojrzenia się spotkały. Tego co wtedy zobaczyłem nie zapomnę do końca życia.

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Tego spojrzenia długo nie zapomnę

Białowieża

W listopadzie 2017 roku przebywałem w Białowieży. Kiedy tylko mogłem jeździłem tam aby tropić i fotografować wilki, rysie i inne zwierzęta. W głowie powoli powstawał plan, który mam nadzieję uda mi się zrealizować, a który jest projektem na lata.

Pewnego ranka obudził mnie telefon. W słuchawce usłyszałem znajomy głos: “Jarek, gdzie ty? Bystro bieży na granicu! Dwa wołki w kapkanach!”. To dzwonił mój przyjaciel Sasza, mieszkający w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej. Sasza pracuje w badawczych projektach przyrodniczych. Jest zakochany w Puszczy Białowieskiej i nie wyobraża sobie życia poza Puszczą.

Piesze przejście graniczne w Białowieży jest otwarte od godziny 8:00 naszego czasu. W okresie zimowym jest to godzina 10:00 na Białorusi. Wiedziałem, że zakładanie obroży GPS przynajmniej  jednemu wilkowi mnie ominie. Po informacji, że wilk złapał się w pułapkę, trzeba się tam znaleźć jak najszybciej, po to aby zaoszczędzić zwierzęciu stresu, który i tak przecież przechodzi. Ja mogłem przekroczyć granicę dopiero około godziny 10:20. Na szczęście dla mnie, te dwa wilki złapały się w pułapki w zupełnie innych częściach Puszczy. Dojechanie tam, miało zająć ekipie zakładającej obrożę trochę czasu. Była nadzieja, że będę świadkiem przynajmniej jednego  obrożowania wilka.

Białoruska część Puszczy Białowieskiej

Wiadomym jest, że zakładanie obroży GPS zwierzęciu, nie pozostaje bez wpływu na jego życie. Niestety czasami jest to jedyna metoda badawcza, która może pomóc w zmianie nastawienia do danego gatunku. Tak właśnie jest z wilkami na Białorusi. Jest to tam gatunek bezwzględnie tępiony. Poluje się na niego od zawsze i w świadomości przeciętnego mieszkańca Białorusi jest to sytuacja całkiem normalna. Celem naukowców jest zbadanie jaki wpływ mają polowania na poszczególne grupy rodzinne jak i na całą populację. Prowadzi się badania za pomocą fotopułapek,  nadajników GPS i tropień bezpośrednich. Naukowcy mają nadzieję, że po przedstawieniu wyników badań społeczeństwu, jego nastawienie do wilków choć trochę się zmieni. Wszyscy mają świadomość tego, że to praca na lata.

Po telefonie od Saszy  zebrałem się szybko, przygotowałem sprzęt i kolega Adam, Białowieżanin z dziada pradziada a strażnik graniczny z zawodu, zawiózł mnie na przejście graniczne. Po kilkunastu minutach trwania formalności, sprawdzeniu bagażu, znalazłem się po białoruskiej stronie. Tam czekał już na mnie Sasza. Razem udaliśmy się do miejscowości, z której miała nas zabrać ekipa biorąca udział w zakładaniu obroży. Kiedy wszyscy dotarli na umówione miejsce spotkania, miejscowy łowczy poprowadził nas do wilka. To on dał sygnał, że w “kapkanie” jest uwięziony wilk. “Kapkan” to specjalny rodzaj pułapki produkcji kanadyjskiej. Od tych strasznych urządzeń, zwanych u nas potrzaskami i wykorzystywanych przez kłusowników, różni się tym, że nie rani i nie łamie kości. Wilki wabione są w jego okolicę za pomocą zapachów.

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Przyglądał się nam i podniósł się dopiero wtedy gdy Dima, naukowiec i specjalista od zakładania obroży zwierzętom, zbliżył się do niego aby ocenić sytuację

Kiedy dotarliśmy na miejsce, w pewnej odległości od samochodu zobaczyłem wilka. Był dość spokojny. Przyglądał się nam i podniósł się dopiero wtedy gdy Dima, naukowiec i specjalista od zakładania obroży zwierzętom, zbliżył się do niego aby ocenić sytuację. Podążałem w pewnej odległości za Dimą. Wilk znowu usiadł. Był zmęczony. Widać było, że dość długo musiał  próbować się oswobodzić. Ściółka dookoła była zdarta do gołej ziemi. Dima oddalił się przygotowywać sprzęt, a ja powolutku zbliżyłem się do wilka. Przyklęknąłem i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. W jego oczach zobaczyłem mieszankę siły, zawziętości, pogardy i zgody na swój los. Wiem, że przykładam do jego spojrzenia ludzką miarę. Są to moje projekcje, ale tak właśnie wtedy poczułem. Zrobiłem kilka zdjęć i szybko się wycofałem. Nie chciałem stresować zwierzęcia. Od razu w myślach nadałem mu imię. Dzisiaj wiem, że naukowcy nadali temu wilkowi zupełnie inne imię, ale dla mnie zawsze już będzie to HARDY.

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Przygotowania do uśpienia

Przygotowania do uśpienia wilka trwały w pewnym oddaleniu od miejsca gdzie zwierzę złapało się w potrzask. Chodziło o to aby jak najmniej go stresować. Gdy wszystko było gotowe, Dima powolutku zaczął podchodzić do wilka. Na długiej, aluminiowej lancy, w czymś w rodzaju strzykawki, miał umieszczony środek usypiający. Druga osoba z ekipy podchodziła do wilka z innej strony, starając się odwrócić jego uwagę od Dimy. W pewnym momencie Dima znalazł się w dogodnej pozycji aby wbić igłę w tylną część ciała zwierzęcia. Kiedy igła dosięgnęła wilka, ten gwałtownie zwrócił się w kierunku Dimy i jednym skokiem znalazł się w odległości jednego metra od niego z wyszczerzonymi kłami. Wilk był przekonany, że walczy o życie i gdyby nie łańcuch, który go powstrzymał, kły zapewne dosięgnęły by Dimę. Kiedy odchodziliśmy od niego zawył przeciągle. Wzywający pomocy głos zmroził mi krew w żyłach. Teraz należało poczekać aby środek zaczął działać. Wszyscy zeszliśmy z oczu wilkowi. Przy samochodzie trwały dalsze przygotowania sprzętu i medykamentów. Robiono opisy w dzienniku. Po około piętnastu minutach, upewniwszy się, że wilk leży bez ruchu, Dima powoli podszedł do niego z czymś w rodzaju lassa umieszczonego na tej samej aluminiowej lancy, którą wstrzyknięto środek usypiający. Pierwsza próba unieruchomienia wilka zakończyła się niepowodzeniem. Wilk, który zdawał się spać jak zabity, kiedy tylko Dima założył mu pętlę, od razu się poderwał i wyrwał z uścisku. Kolejne dwie próby, przeprowadzone po odczekaniu jeszcze jakiegoś czasu, także nie przyniosły efektu. Pomimo silnej dawki środka usypiającego wilk dzielnie stawiał opór szczerząc kły i skacząc w kierunku Dimy. Pomyślałem, że nie na darmo nazwałem go Hardy. Zapadła decyzja, że trzeba podać dodatkową dawkę środka usypiającego. Minęło znowu kilkanaście minut nim Dima znowu podjął próbę unieruchomienia zwierzęcia. Ale i to nie wystarczyło. Pomimo podania dwóch dawek środka usypiającego wilk nadal bronił się dzielnie. Choć teraz już było widać, że z każdą minutą jego opór słabnie.  Zwierzę zasnęło na dobre dopiero wtedy, kiedy Dimie udało się go unieruchomić i zasłonić mu oczy. Dopiero wtedy mogliśmy zbliżyć się do zwierzęcia. Usłyszałem jego miarowy oddech, świadczący o tym, że wilk śpi. Od tej chwili wszystko działo się bardzo szybko. Sasza podał wilkowi kolejne medykamenty. Zmierzono go i zważono. Zamontowano nadajnik GSM/GPS. Pobrano próbki sierści. Hardy okazał się 4-5 letnim samcem. Po zdjęciu potrzasku okazało się, że wilk ma tylko lekko zdarty naskórek na łapie. Ale i tą ranę starannie oczyszczono i opatrzono. Byłem wtedy bardzo blisko wilka. Dzielił mnie od niego metr, może półtora. Czułem jego zapach. Bardzo chciałem go dotknąć. Poczuć jego sierść. Niestety nie miałem założonych rękawiczek. Powstrzymałem się od tego, choć nie przyszło mi to łatwo. Nie chodziło oczywiście o mnie. Chodziło o wilka. O to, że w przypadku gdyby był członkiem grupy rodzinnej, pozostawiony zapach na jego ciele mógłby stanowić problem. Dzisiaj, po kilkumiesięcznej obserwacji i tropieniach w terenie, wiemy, że Hardy jest samotnym wilkiem. Ale wtedy nikt tego nie wiedział. Nie można było ryzykować.

 

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Wzywające pomocy wycie Hardego  zmroziło mi krew w żyłach

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Dopiero po tym jak Dima zakrył zwierzęciu oczy, ten zasnął na dobre

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Wszystko obywało się bardzo szybko i sprawnie

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Każdy wiedział co ma robić

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Wszystkie pomiary zostały dokonane. Obroża zamontowana i sprawdzona czy nie uciska i nie obciera szyi zwierzęcia. Dima poprosił wszystkich aby się oddalili. Pozostał sam przy wilku. Zdjął mu skórzany kaganiec, który wilk miał założony podczas zakładania obroży i robieniu pomiarów. Podał antidotum na środek usypiający i zwolnił uścisk w którym cały czas trzymał zwierzę. Wilk natychmiast się poderwał i zaczął uciekać. Po chwili zniknął w zaroślach. Od tej chwili można było obserwować jak wilk się przemieszcza na dedykowanej do tego stronie internetowej.

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Dima zdiął kaganiec i zwolnił uścisk

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Wilk natychmiast się poderwał i zaczął uciekać

Obrożowanie wilka in Browsk 20171110.

Po chwili zniknął w zaroślach

Podczas zakładania obroży wilkowi miałem włączoną kamerę GoPro. Niestety była w wodoodpornej obudowie i dźwięk nagrał się bardzo słabo. Ale dla potrzeb projektu badawczego zmontowałem krótki film obrazujący jak wygląda taka operacja.

W Puszczy Białowieskiej, jej białoruskiej części, zostało zaobrożowanych pięć wilków. Tropienia wykazały, że trzy z nich są członkami grup rodzinnych. Dwa pozostałe, to samotne wilki. I właśnie te dwa samotniki, po pewnym czasie przebywania w Puszczy, postanowiły poszukać szczęścia gdzie indziej. Jeden z nich znajduje się obecnie na Ukrainie. W pobliżu granicy z Polską.  Zdarza mu się ją przekraczać i przechodzić na naszą stronę. Hardy natomiast jest obecnie w Polsce. Do miejsca gdzie się znajduje, przebył prawie 400 kilometrów. Kilkakrotnie przepłynął Bug. Dotarł do lini Wisły w okolicach Puław. Fascynujące było obserwowanie jak szuka swojego miejsca. Tropienia przeprowadzone przez pracowników Białowieskiego IBSu potwierdziły, że nadal jest samotnym wilkiem. Mam nadzieję, że przyjdzie czas i uda się Hardemu założyć u nas rodzinę. Kibicuję mu z całego serca.