Zacząłem publikować na blogu dopiero dwa tygodnie temu. Dlatego, choć mamy już wiosnę w rozkwicie, pozwalam sobie na zimowe wspomnienia z Puszczy. Właściwie cała historia sięga maja ubiegłego roku. To wtedy zobaczyłem w lesie rysia po raz pierwszy. Prawdę powiedziawszy, tego dnia widziałem dwa różne osobniki. Jednego rano, drugiego wieczorem. Było to tak niesamowite wydarzenie, że mnie bardzo poruszyło. Do tej pory uważałem, że spotkanie rysia jest niemal nie możliwe dla kogoś, kto nie mieszka w Puszczy i przebywa tu tylko w bardzo ograniczonym czasie. Z rozmów z ludźmi wiem, że nawet dla tych, którzy są w Puszczy codziennie, spotkanie rysia to rzadkość. Jeden ryś to wydarzenie. Spotkanie dwóch rysi w jednym dniu to jak 6 w totolotka. To właśnie wtedy postanowiłem, że będę tropił te duże drapieżniki w Puszczy Białowieskiej.

Ślady obecności wilków
Śladów obecności wilków szukam w Puszczy już od przynajmniej dwóch lat. I właściwie z wilkami to jest sprawa dość prosta. Można je tropić właściwie o każdej porze roku. Jeśli nie widać śladów łap to często można znaleźć odchody pozostawione na granicach terytorium. Wilki, znakując swoje terytorium, pozostawiają także ślady drapań na śniegu bądź na ściółce leśnej. Zdażyło mi się też znaleźć szczątki ofiar wilków.
Ślady obecności rysia
Ze śladami obecności rysia jest inaczej. To bardzo skryte zwierzę, zwane przez niektórych duchem lasu. Stara się ono ukryć ślady swojej obecności. Przytoczę tu słowa Dr. Roberta Mysłajka, który w jednej z audycji radiowych powiedział, że odchodów wilków znajduje w ciągu roku ponad tysiąc. W tym samym czasie odchodów rysia znajduje kilka. Ryś z regóły zakopuje swoje odchody. Jako że, upolowana przez rysia zdobycz wystarcza mu na kilka dni, stara się on także zamaskować swoje ofiary przed innymi drapieżnikami, tworząc tzw. „kopce rysia”. Aby myśleć o tropieniu tego drapieżnika musiałem poczekać do zimy.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że miałem udany sezon. Choć nie było łatwo. Długo trzeba było czekać na pokrywę śnieżną w Puszczy Bialowieskiej. A kiedy wreszcie się pojawiła, to ja nie mogłem wyjechać do Puszczy. Kiedy wreszcie udało się zgrać wszystkie elemnty, to długo moje tropienia nie przynosiły efektu. Nie miałem po prostu szczęścia trafić na tropy. Wreszcie, pewnego ranka wyszedłem z kwatery licząc już tylko na łut szczęścia. Co prawda w nocy spadło kilka centymetrów świeżego śniegu ale we mnie już nadzieja już mocno przygasła. Był to ostatni dzień mojego pobytu w Puszczy w tym okresie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po przejściu ok. 400 metrów, na drodze, zobaczyłem na śniegu ślady rysia! Do tego ryś zmierzał w kierunku, z którego przyszedłem. Postanowiłem iść za śladami kota. Po przejściu ok 150 metrów drogą, zwierzę skręciło w las. Poszedłem za nim. Po około 500 metrach ryś wszedł na wydeptaną przez jelenie ścieżkę. Tu tropienie było utrudnione, ale co jakiś czas widziałem ślady kota. Po następnych kilkuset metrach jelenie się rozbiegły a ja już nie znalazłem więcej śladów rysia. Zawiedziony ruszyłem w górę tropu. Przeszedłem w sumie około trzech kilometrów i ślad zgubiłem dokładnie w ten sam sposób jak za pierwszym razem, na ścieżce jeleni. Po drodze znalazłem kilka miejsc, gdzie ryś znakował swój teren.
Nie wiem czy ten osobnik jeszcze pojawi się w okolicy, ale będąc w Puszczy pojawiam się tam z nadzieją na spotkanie.
Wczesną wiosną, już w czasie roztopów miałem szczęście znaleźć jeszcze jedne ślady bytowania rysia. Znalazłem tropy przy składowisku drewna. Co więcej znalazłem też odchody, które dostarczyłem do badań genetycznych Dr. Robertowi Mysłajkowi.


Z tym kotem minęliśmy się naprawdę o chwilę. Odchody były bardzo świeże. Nie wiem czy w tym roku będę miał szczęście spotkać rysia oko w oko. Wiem, że będę się starał 🙂

Dodaj komentarz