Wiosna w Puszczy

To nie tak miało być, nie tak miał wyglądać ten rok. Zima i wczesna wiosna miała stać pod znakiem podróży. Dalekich podróży. Zamiast tego, po raz kolejny przekonuję się o prawdziwości słów, które w jednym ze swoich filmów wypowiedział Woody Allen: “Chcesz rozbawić Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach”.
Zamiast dalekich podróży, ponad miesiąc spędziłem w Puszczy. Nie, nie narzekam. W czasie gdy większość ludzi z przerażeniem obserwowała rozwój epidemii korona wirusa w swoim otoczeniu, ja bezpiecznie siedziałem odizolowany w miejscu, które kocham, robiąc to co kocham. Poznając coraz lepiej i fotografując Puszczę. Tylko na moment byłem zmuszony opuścić to miejsce. Dzisiaj znowu jestem w Puszczy. Siedzę na tarasie pisząc te słowa, ciesząc się jak dziecko z padającego deszczu, rozkoszując się dźwiękami i zapachami. A padający dzisiaj deszcz jest naprawdę zbawienny. Właściwie od 2015 roku w Puszczy, podobnie jak w całej Polsce, ciągle zauważalnie ubywa wody. Ale susza, którą przyniósł ubiegły i ten rok jest naprawdę dotkliwa. Niemal całkowity brak pokrywy śnieżnej zimą, wczesnowiosenne, pozbawione opadów mroźne poranki, pozbawiły las resztek wilgoci. Trudno dziś znaleźć w Puszczy ols zalany wodą, co przecież o tej porze roku powinno być normą, a co dopiero znaleźć wodę w borach czy małych oczkach wodnych w lasach grądowych, z których do tej pory korzystały zwierzęta. Dzisiaj pada dawno nie widziany, “krajowy” deszczyk i oby tak padał jak najdłużej.
Dla mnie ten długi pobyt w Puszczy był bardzo owocny. Niemal codzienne spotkania z żubrami, jeleniami, sarnami. Trzy spotkania z wilkami i jedno spotkanie z młodym rysiem. Żurawie, sowy, jarząbki, ptaki wodne. Puszcza i jej okolice darzyły szczodrze, choć nie powiem aby większość tych spotkań nie wymagała wysiłku, pomysłowości i cierpliwości. Właściwie tylko spotkania z drapieżnikami są loterią i niespodzianką. Tylko jedno spotkanie z wilkiem było oczekiwane i wyczekane. Niestety, tak jak pozostałe nie było “fotograficzne”. Jak to często bywa w lesie zabrakło trochę szczęścia aby zwierzę wyszło w takim miejscu gdzie gąszcz gałęzi i zwalonych drzew nie będzie przeszkadzał w zrobieniu ciekawej pod względem estetycznym i informacyjnym fotografii. Największą niespodzianką było jednak spotkanie z młodym rysiem. Było już dobrze po zmroku, kiedy jadąc drogą “Narewkowską” zauważyłem młodego rysia spacerującego jej środkiem. Zawsze jeżdżę tą drogą bardzo wolno. Mam świadomość, że to głęboki las i wszystko może się zdarzyć, czego przykładem było właśnie to spotkanie. Byłem przekonany, że ryś zaraz zejdzie z drogi i zniknie w mroku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy młodziak nie tylko pozwolił podjechać do siebie dość blisko, ale schodząc z drogi, nie zaszył się wcale w głębi lasu, tylko przysiadł przy jednym z drzwi na skraju drogi i zaczął się oblizywać. Patrzyliśmy tak na siebie przez dobrych kilka minut, po czym nie chcąc go stresować, powoli odjechałem. Jedyny sprzęt rejestrujący jaki miałem ze sobą tego dnia to telefon i noktowizor z możliwością nagrywania. Zamieszczam filmiki z tych urządzeń, choć wiem, że jakość pozostawia wiele do życzenia.

Dodaj komentarz