Dzisiaj nie będzie o Puszczy. Ani nawet o przyrodzie jako takiej, choć przyroda, natura będzie w tle. Będzie, a właściwie jest swego rodzaju pretekstem do powstania filmu. Bo o filmie dzisiejszy wpis będzie traktował. Wyjątkowym filmie. O filmie, na który czekałem. Nie pamiętam już kiedy, tak bardzo czekałem na film. I wreszcie się doczekałem. Wczoraj widziałem pokaz przedpremierowy w Polsce, bowiem we Francji i USA, a także kilku krajach europejskich, film był już dostępny w grudniu ubiegłego roku. Tym filmem, jest francuski film dokumentalny, u nas funkcjonujący pod tytułem “Duch śniegów”. Oryginalny francuski tytuł brzmi LA PANTHÈRE DES NEIGES. Angielski tytuł to THE VELVET QUEEN. Film autorstwa Marie Amiguet i Vincenta Muniera, znanego i cenionego na całym świecie fotografa przyrody. Udział w filmie wziął także francuski pisarz, Sylvain Tesson.

Choć przyroda odgrywa w nim znaczącą rolę, nie jest to film przyrodniczy, w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Fotograf przyrody, Vincent Munier zaprasza na wyprawę, którą można nazwać wyprawą fotograficzną, na tereny północno wschodniego Tybetu, swojego przyjaciela, pisarza, Sylvaina. Całość jest filmowana przez reżyserkę filmu, a prywatnie partnerkę Vincenta, Marie Amiguet. W wyprawie i nagrywaniu filmu bierze też udział asystent fotografa.

Celem wyprawy i pretekstem do niej było spotkanie i sfotografowanie tytułowego Ducha Śniegów, czyli Pantery Śnieżnej. To zagrożone wyginięciem zwierze, żyje w wysokich partiach gór na terenie Rosji, Kaukazu, Indii, Pakistanu i Chin. Jak wszystkie dzikie koty, chodzi swoimi drogami, a spotkania z nim należą do rzadkości.

Jako fotografa przyrody, śledzę od bardzo dawna poczynania Muniera. Jego artystyczna droga od początku wiodła przez niedostępne, rzadko odwiedzane przez ludzi miejsca. Czy to mroźna północ, tropiki, góry Etiopi, czy też niedostępny tybetański Płaskowyż, zawsze w takich miejscach skupiał się na on na zwierzętach, z którymi ludzie mają rzadki kontakt i niewielu może pochwalić się tym, że je w ogóle widziało. Jego majestatyczne fotografie, gdzie w pięknym krajobrazie, zwierzęta są znaczącym elementem, swego rodzaju sztafaże, zdobyły uznanie na całym świecie. Oglądanie albumów autorstwa Vincenta to prawdziwa uczta dla oczu. I taki jest też film, który wraz Marię Amiguet nakręcili. Piękny i majestatyczny. Pełen surowej przyrody i lirycznego piękna.

Ale ten film jest też czymś znacznie więcej niż tylko ciągiem postępujących po sobie atrakcyjnych dla oka obrazów. Dzięki udziałowi w filmie pisarza, Sylvaina Tessona, jest też nieśpieszną zadumą nad kondycją świata i nas samych. Sylvain, niespokojny duch, którego rzucało po świecie, o czym opowiada w filmie, jest tutaj narratorem. Z nim samym spotkałem się na kartach jego książki pt. “W syberyjskich lasach” już kilkanaście lat temu. Właściwie to on zainspirował mnie do tego aby pojechać zimą nad Bajkał, co w 2017 roku udało mi się zrealizować. Sylvain spędził tam zimą, w samotności, ponad pół roku w maleńkiej chatce myśliwskiej. Otoczony dziką, surową przyrodą, wyposażony w skrzynię pełną książek, którą zabrał ze sobą na to dobrowolne zesłanie, starał się odnaleźć swoją drogę. Czy odnalazł? Trudno powiedzieć. Na pewno przypłacił ten pobyt zawirowaniem w życiu prywatnym, a w dalszej kolejności wypadkiem, który omal nie zakończył się śmiercią. Z kalectwa wychodził latami. Pozbierał się. Dzisiaj jest we Francji jednym z bardziej poczytnych pisarzy. Kiedy byłem nad Bajkałem, naszym przewodnikiem był Igor, ten sam, który pomagał Sylvainowi w przygotowaniach do życia w pustelni. Z czasem się zaprzyjaźnili i utrzymują kontakt do dzisiaj. Stąd znam trochę więcej szczegółów z życia Sylvaina. Tesson wydał po wyprawie z Munierem książkę, która w Polsce została wydana w 2021 pod tym samym tytułem co opisywany film. Książka we Francji w 2019 roku otrzymała nagrodę krytyków Prix Renaudot i stała się bestselerem. Napisana pięknym językiem, sama zasługuje na osobne omówienie.

Wracając do filmu, polecam go wszystkim stęsknionym za poezja w kinie. Bo ten film to poezja. Poezja obrazu i słowa, okraszony przepiękną muzyką, którą do filmu skomponował Warren Ellis i Nick Cave. Piosenka śpiewana przez Nicka Cavea, ze słowami Tessona, które w czasie wyprawy “przykleiły” się do niego jak buddyjska mantra jest wspaniałym dopełnieniem całości. Nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, z pełną odpowiedzialnością polecam. Dla zachęty poniżej zamieszczam link do zwiastuna na YouTube. Naprawdę warto!

Dodaj komentarz